Niedawno dzieciństwo wyglądało inaczej. Dzieci chodziły same do szkoły. Bawiły się do zmroku. Kłóciły się, negocjowały, ponosiły porażki i same dochodziły do rozwiązań - najczęściej bez dorosłych wiszących im nad głową.
Potem coś się zmieniło.
Wkradł się strach. Nagłówki wiadomości stały się głośniejsze. Prawo - bardziej restrykcyjne. Rodzicielstwo powoli zamieniło się w nadzór na pełen etat. Dzieciństwo zostało zaplanowane, „zabezpieczone” i obserwowane z każdej strony.
Według statystyk dzieci są dzisiaj bezpieczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, ale jednocześnie bardziej lękowe, mniej pewne siebie i mniej samodzielne.
To właśnie na tym gruncie zapuścił korzenie nowojorski ruch - Let Grow.
Iskra: jedno dziecko, jeden powrót do domu
Idea Let Grow sięga jednego momentu, który stał się kontrowersyjny. Matka pozwoliła swojemu dziecku zrobić coś zwyczajnego: pojechać samemu metrem. Tą matką była Lenore Skenazy, dziennikarka, która zauważyła coś niepokojącego: dzieci miały mniej wolności niż kiedykolwiek wcześniej, mimo że pod wieloma względami świat stał się bezpieczniejszy. Reakcja na jej decyzję była gwałtowna. Wiele mediów nazwało ją nieodpowiedzialnym rodzicem.
Jednak pod warstwą szumu kryła się głębsza myśl: kiedy dorośli usuwają wszelkie ryzyko, dzieci tracą szansę na rozwijanie odwagi.
Let Grow powstało po to, by tę myśl przekuć w działanie - szczególnie w szkołach, gdzie dzieci spędzają ogromną część swojego życia.
Idea stojąca za Let Grow
Let Grow opiera się na jednym prostym przekonaniu:
Dzieci rozwijają się poprzez doświadczenie, a nie ochronę przed doświadczeniem.
Pomyśl o dzieciństwie jak o nauce pływania.
Możesz czytać książki o pływaniu.
Możesz oglądać filmy.
Możesz trzymać dziecko mocno w basenie.
Ale w pewnym momencie musisz puścić - choćby odrobinę - żeby nauczyło się unosić na wodzie, kopać nogami i zaufać własnej sile.
Let Grow istnieje po to, by pomagać dorosłym luzować ten uścisk w mądry, uporządkowany i społecznie wspierany sposób.
Jak działa Let Grow (w prawdziwym życiu)
Zamiast dodawać kolejne zasady czy lekcje, Let Grow usuwa ograniczenia.
Swobodna zabawa jako poligon doświadczalny
Let Grow pomaga szkołom przywracać niestrukturyzowaną zabawę - czas realizowany w ramach klubów zabawy, w którym dzieci same decydują:
- w co się bawić
- z kim się bawić
- jak rozwiązywać konflikty
Dorośli są w pobliżu, ale jak sędziowie, którzy rzadko gwiżdżą.
To właśnie w takiej zabawie dzieci ćwiczą:
- przywództwo
- regulację emocji
- współpracę
- rozwiązywanie problemów
To nie chaos. To samoorganizacja.
Wyzwanie samodzielności
Uczniowie są zachęcani do zrobienia czegoś nowego samodzielnie:
- pójścia gdzieś pieszo
- załatwienia sprawy
- zbudowania lub zaplanowania czegoś bez pomocy dorosłych
Rodzice zgadzają się nie interweniować. Dzieci opowiadają potem, co się wydarzyło.
Lekcja nie brzmi: „nic złego się nie stanie”.
Lekcja brzmi: „Potrafię poradzić sobie z czymś więcej, niż myślałem/am”.
Szkoła jako bezpieczna przestrzeń dla samodzielności
Jednym z cichych przełomów Let Grow jest to: daje szkołom przyzwolenie na dawanie dzieciom samodzielności.
Dzięki jasnym ramom i wspólnemu językowi szkoły mogą deklarować: „Wierzymy, że samodzielność jest częścią edukacji”.
To zmienia kulturę - nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych, którzy chcą znów zaufać dzieciom, lecz nie chcą robić tego w pojedynkę.



